Diabeł uciekł z Żoliborza na Mokotów

Gdzie w Warszawie znajduje się Muzeum Diabła Polskiego? Część z Państwa zastanawia się teraz pewnie nad tym, czy to miejsce w ogóle istnieje. ,,Nigdy o nim nie słyszałem. W którym miejscu? W jakim gmachu, której kamienicy, a może w domu?’’ Można pokusić się o stwierdzenie, że ,,diabeł je ogonem przykrył’’, ponieważ jego siedzibą jest blok na warszawskim Mokotowie. Jeden z korytarzy oraz osiedlowa piwniczka pomieściły 4200 diabelskich obiektów, a właścicielem kolekcji jest Pan Wiktoryn Grąbczewski. Jego nietuzinkowa pasja zaczęła się jeszcze w latach 50., a swoje zbiory początkowo gromadził w mieszkaniu na Żoliborzu przy ul. Wyspiańskiego.

M.M.: Czy dużo tych diabłów w Polsce mamy?

Jeszcze nie wyliczyłem, ale tu między nami też jakiś stoi – śmieje się Pan Wiktoryn i  zdejmuje z półki kilka prac naukowych, pisanych pod jego opieką.

Ludzi interesuje diabeł. Wiele prac magisterskich zostało napisanych u mnie, wśród nich studenci Wydziału Lalkarskiego, Szkoły Teatralnej, Wydziału Polonistyki, a nawet Wyższej Szkoły Ekonomicznej. Powstały prace takie jak ,,Diabeł jako figura stylistyczna’’, czy „Etymologia imion diabłów Polskich”.

M: Dlaczego zainteresował się Pan diabłami?

Pochodzę z Łęczycy, a w Łęczycy, gdzie kamieniem nie rzucisz tam diabła trafisz. Jest to miasto, które może nie czci diabła, ale jest on dla nas bardzo pasjonujący. Wszystkiemu winne są piękne legendy, które zostawili nam pisarze polscy. Na przełomie XVIII i XIX wieku zaczęli między sobą dyskutować na temat diabła – czy ten Boruta jest na zamku w Łęczycy, czy go nie ma. I tak odpowiedzi szukamy do dziś. Sam napisałem kilka książek o diabłach – ,,Diabeł Polski w rzeźbie i legendzie’’, ,,Diabelskie sztuczki’’, ,,O Łęczycy i o diable’’.

M.M.: Najsłynniejszy diabeł w Polsce to Boruta?

Tak, Rokita też swoje robi, ale to nie jest ten diabeł inteligentny, który chodził na uczelnię Łódzką. A Boruta jest diabłem z pewnymi cechami szlachcica. Wysoki, z długimi czarnymi wąsiskami, o czarnych oczach, ubrany w bogaty kontusz, zakrywający ogon i czapkę, zasłaniającą rogi. Pod postacią młynarza nawiedzał nocami okoliczne młyny. Rozdawał później zmieloną przez siebie mąkę biednym mieszkańcom miasta. [przyp. red. Obecność tego diabła mógł też potwierdzać nagle zapalający się i szybko gasnący ogień. We wszystkich legendach poświęconych diabłu Borucie wykazuje się on dużą przebiegłością, sprytem oraz nadludzką siłą. Zazwyczaj ludzi przechytrza za pomocą swoich „diabelskich sztuczek”. Jednak w wielu legendach objawia się też jako dobroczyńca, pomagający biednym].

I właśnie Boruta był z Łęczycy?

Diabeł Boruta jest znany na ziemi łęczyckiej od bardzo dawna. Jego pochodzenie wywodzi się  od słowiańskiego demona Boruty, który miał mieszkać w zalesionych i bagnistych okolicach dzisiejszej Łęczycy. Diabeł z Łęczycy zostawił ślad ręki na kościele. Jest to piękny kościół z kamienia ciosowego, budowany przez kilkanaście lat. W tym kościele na lewej wieży w jednej wielkiej cegle jest odbitych 13 palców i brzuch, bo diabeł chciał świątynię przewrócić. Podparł się brzuchem, a łapami złapał wieżę, ale nie dał rady, bo Bogu nikt rady nie dał.

M.M.: Przechodzimy do kolekcji Pana Witolda. Na korytarzu, przed mieszkaniem każdą ze ścian pokrywa kolekcja obrazów, grafik i rycin.

Każdy obraz ma piękną opowieść. Najstarszy diabeł to ta rzeźba, którą znalazł ksiądz za ołtarzem, w podkrakowskiej wsi za Bochnią. Kiedyś księża diabłem straszyli. Ksiądz miał takiego diabła w kościele na wypadek, gdyby dzieci rozrabiały podczas mszy, mógł im go wtedy ku przestrodze pokazać. O tym, że jest to diabeł stary świadczy jego przedstawienie –  skrzydła nietoperza, kurze nogi i ogon. Po drugiej stronie mamy cały cykl diabła Urbana, odganiającego się od aniołków, czyli dziennikarzy. Mamy grafikę diabła niedźwiedzia, bo spod łap niedźwiedzia, według ludowych wierzeń, się nie wyjdzie. Jest też cykl obrazów z Bitwy nad Bzurą. Widzi Pani kto tu jest? Diabeł. Mówią, że bitwa dlatego tak się udała, że wtrącił się diabeł Boruta, który czołgi niemieckie topił w bagnach. Polskie czołgi – tankietki – były lżejsze i wyszły bez szwanku, a czołgi niemieckie wydobywa się do dnia dzisiejszego. Wyłowiono już trzy.

A to lustro, także jest diabelskie?

Jedno z przysłów mówi ,,nie przeglądaj się dziewczyno w lustrze, bo jeszcze diabła zobaczysz’’. Pan Mleczko przyszedł tu do mnie kiedyś. Zwiedza i powiedział – ,,ale mojego tu nic nie ma’’. Odpowiedziałem, że nic nie stoi na przeszkodzie żeby było. Kilka tygodni później Mleczko przysłał mi 3 obrazki, oczywiście z motywem diabła. Mam też ciekawe prace dzieci, które robiły rysunki na zajęciach mojej szkoły w Plastyku. Mieli rysować diabły, zapytałem czemu jeden z nich ma biało-czerwony język – ,,Proszę pana, bo to miał być polski diabeł, a że my Polacy bardzo dużo mówimy to język dostał biało-czerwony”.

Czy organizował Pan wystawy?

Oj tak, robiłem to często. W Polsce i poza granicami – byliśmy w Anglii, w Stanach Zjednoczonych, w Czechach. W kolekcji mam piękna pamiątkę, którą otrzymałem po wystawie w Krakowie. Jest nią jedna z dziesięciu grafik Kossaka – „Boruta w lochu Zamku Łęczyckiego’’ z 1862 r. Ksiądz, który mi ją podarował chciał, żeby trafiła w odpowiednie ręce.

M.M.: Teraz przechodzimy do dalszej części Muzeum – pod ziemię. Wejście zdobi piękna rzeźbiona krata oczywiście z wizerunkiem diabła. Szukając kluczy Pan Wiktoryn opowiada historię.

Właśnie to pomieszczenie moi przyjaciele nazwali przedpieklem – jeśli jest gdzieś na dole piekło to tu musi być przedpiekle. 

M.M.: Jak Pańscy bliscy zapatrują się na ,,diabelską’’ pasję?

Kiedy zapraszam gości nikt nie chce siedzieć u mnie w domu. Wszyscy chcą chodzić do przedpiekla, dlatego mam tu zestaw do herbaty i cukiernicę z napisem ,,ma diabeł dość cukru i grzech słodki czyni’’ (śmiech).

M.M: Wokół nas są naprawdę piękne eksponaty, mógłby mnie Pan zapoznać ze swoją kolekcją?

Oj żeby poznać moje diabły trzeba tu posiedzieć przynajmniej trzy popołudnia, bo każdy diabeł ma metrykę – kiedy się tu znalazł, jaki rzeźbiarz go zrobił, z jakiego regionu pochodzi. Cały zbiór ma około 4200 obiektów muzealnych, a każdy z nich ma swój numer (Pan Wiktoryn bierze przykładową figurkę i odwraca ją). Numer 655 R, czyli ten jest z diabłów Rubszanych. Tutaj diabły ułożone są według rodzajów – pijące, miłosne, leśne, teatralne, polityczne, a wśród nich rogaci Jaruzelski, Kuroń, Mazowiecki, Oleksy, Wałęsa, Balcerowicz.

M.M.: widzę, że Pańska kolekcja jest bardzo różnorodna. 

Tak, przykładowo na wprost wejścia wśród setek figurek wisi duża rycina, a na niej Lucyper, siedzi na Łysej Górze i od czasu do czasu organizuje zjazdy kobiet, które przemienia w czarownice. Za panią stoi diabeł, jeden z piękniejszych, trzymający kufel. Widać, że tyle tego piwa wypił, że już nie potrafi do tego grzechu namawiać. Proszę się nie bać! Można go dotknąć. Moja najstarsza rzeźba również pochodzi z kościoła, z tych czasów gdy diabłem straszyli w czasie mszy – tutaj diabeł pokazany jest jako smok. Jest też diabeł-anioł, który wiedział, że wszyscy bardzo grzeszyli. Poprosił św. Piotra o zamienienie go w diabła, bo w jego skórze wszystkiego się dowie. ,,Dobrze przemienię Cię, ale skrzydeł ci nie zdejmę’’, dlatego tu jest ze skrzydłami a dostał tylko ogon. O, a tu jest diabeł, który ukradł świnię, nazywa się Świniarz. Daje świnię za różne usługi. Mam diabły teatralne z teatru kukiełek oraz maski diabelskie, całe dłubane z jednego kawałka drzewa. Są też diabły kobiety – one rzecz jasna  nie mają ogonów. Z rzeźb historycznych mam mapę Polski rozdzieraną przez trzy diabły – aluzja do rozbiorów. Są też ułani generała Abrahama, którzy byli ,,dobrzy jak diabli’’, więc pod czapeczkami mają rogi.

M.M.: Na koniec zapytam czy któryś z artystów zdecydował się umieścić Pana wizerunek w diabelskim kontekście?

Mój przyjaciel Jan Salamon z Krakowa zachwycił się moją wystawą i zaprosił mnie do swojego atelier, żeby zrobić mi portret. Nie chciałem, żeby przedstawił mnie jako diabła, ale nie mógł się powstrzymać i dwa zakręcone pasma włosów na mojej głowie okazały się być rogami. Jego praca do dziś zdobi moje przedpiekle.

Rozmawiała Monika Miłosz

Ilustracja Dominika Hoyle

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *